Wegański mus czekoladowo-orzechowy

Idealnie kremowy, wegański mus z magicznej aquafaby, czyli wody z puszek i słoików z ciecierzycą. Zazwyczaj ją wylewamy, tymczasem ta niskokaloryczna mieszanka białek i skrobi posiada właściwości podobne do białka jaja – daje się ubijać na pianę, dzięki czemu stanowi świetny zamiennik jaj w przypadku ciast, deserów, napojów i sosów, między innymi wegańskiego majonezu.

Na 2-3 porcje:

100 ml wody z puszki lub słoika z ciecierzycą
100 g gorzkiej czekolady
1 łyżka cukru pudru lub erytrytolu
1 duża łyżka masła orzechowego
szczypta soli

Czekoladę połamać na kawałki i rozpuścić w kąpieli wodnej (czyli w garnuszku ustawionym na garnku z gotującą się wodą). Jeszcze ciepłą wymieszać z masłem orzechowym do połączenia. Odstawić na kilka minut do ostudzenia.
Do wody dodać szczyptę soli i ubijać ją na pianę, dodać cukier lub erytrytol. Zajmie to około 4-5 minut.
 
Do piany stopniowo dodawać rozpuszczoną czekoladę, mieszając. Przelać mus do naczynek i odstawić do lodówki na minimum 30 minut. Świetnie smakuje z owocami lub orzechami.

Całość (wersja z cukrem) zawiera:
720 kcal
16 g białka
50 g węglowodanów
48 g tłuszczu

Pacjent z zaburzeniami odżywiania w gabinecie dietetyka

Choć kluczową rolę w leczeniu zaburzeń odżywiania odgrywa psycholog bądź psychoterapeuta, współpraca z dietetykiem może znacząco ułatwić powrót do zdrowia i zapobiec problemom związanym np. z przemianą materii. Jednak wiele chorych wciąż boi się wizyty u specjalisty od żywienia, tym bardziej, jeśli wcześniej trafili na nieodpowiedniego dla siebie dietetyka.
Jako osoba, która sama przeszła przez anoreksję wiem, że praca z osobą z ED znacząco różni się od pracy z pacjentem, który chce schudnąć, zmaga się z nietolerancjami pokarmowymi lub problemami z tarczycą. Jak wygląda taka współpraca ze mną i dlaczego nie trzeba się bać?

• Pierwsza konsultacja to przede wszystkim czas na wysłuchanie Twojej historii i rozmowę o Twoich obawach, celach i potrzebach. Nie musisz się krępować – jeśli uważasz, że jakieś zachowanie jest głupie lub wstydliwe, pomyśl, że prawdopodobnie przeszłam przez to samo. Wizyta u dietetyka to nie tylko pytania typu „co jesz na śniadanie?” – to wskazanie, jak zachowania żywieniowe wpływają na nasz organizm i psychikę, a także co można zrobić, żeby sobie pomóc i uniknąć błędów, które popełniłam np. ja.

• Kontrola masy ciała – to Ty podejmujesz decyzję, czy chcesz się poddać analizie składu ciała. Możesz też wchodzić na wagę z zamkniętymi oczami i poprosić o nieujawnianie wyników.

• Konsultacja nie oznacza, że musisz decydować się na rozpisanie jadłospisu. Jeśli jednak zdecydujesz się na to, będzie on dobrany do etapu leczenia i stanu psychicznego, na jakim się znajdujesz. Nie widzę sensu w układaniu diety na 3000 kcal lub pozbawionej całkowicie Twoich ulubionych produktów, jeśli wiesz, że nie będziesz w stanie jej trzymać. Jadłospis to kompromis między tym, co dla Ciebie bezpieczne, a tym, co dla Ciebie i Twojego zdrowia dobre. Moim celem nie jest „tuczenie” na siłę. Jest jedno zastrzeżenie – nie podejmę się ułożenia jadłospisu, który mógłby pogorszyć Twój stan zdrowia.

• Moim zadaniem jest motywować i wspierać w zmianie, a nie oceniać i krytykować. Możesz śmiało mówić o swoich potknięciach i trudnościach, które pojawiły się w trakcie diety.

• Każda konsultacja to okazja do zadawania pytań na różne tematy, konfrontacji poglądów i poszerzania swojej wiedzy o żywieniu i kuchni.

Jeśli Ty lub ktoś Ci bliski zmaga się z zaburzeniami odżywiania, nie bój się zasięgnąć pomocy dietetyka. Z wielką chęcią pomogę Ci wyjść z tego!

Food shaming. Nie zaglądaj w talerz bliźniemu swemu!

– „Jak ty możesz to jeść?”

– „Wiesz, ile to ma kalorii?”

– „Samą chemię jesz, fuj!”

– „Nie za późno na słodycze?”

– „Serio masz zamiar to wszystko zjeść?”

– „Weganizm jest pedalski.”

-„Dietetyk, a jesz takie rzeczy?”

Chyba każdy z nas choć raz w życiu spotkał się z podobną wypowiedzią. Ocenianie ludzi na podstawie ich wyborów żywieniowych doczekało się nawet własnej nazwy: food shaming (w analogii do bardziej rozpowszechnionego fat shaming, czyli krytykowania osób z nadwagą). Powiedzmy sobie jasno: jest to nie tylko nieuprzejme, zbędne ale i szkodliwe, nawet jeśli osoba oceniająca ma – swoim zdaniem – dobre intencje.

Można powiedzieć, że dietetycy właśnie tym się zajmują: krytyczną oceną cudzej diety. Pierwsza różnica jest taka, że zgłaszający się do specjalisty pacjent tego właśnie oczekuje. Druga – wszelkie uwagi i zastrzeżenia przekazujemy w formie, która nie ma na celu urażenia i ośmieszenia. To samo tyczy się profilaktyki chorób dieto zależnych. Dlaczego nie powinniśmy zaglądać innym w talerz i komentować?

  1. Żyjemy w czasach, kiedy nieustannej ocenie jesteśmy poddawani nie tylko w realnym życiu, ale również w internecie, a zwłaszcza w social mediach. Coraz więcej osób cierpi z powodu różnych form zaburzeń odżywiania, co wielokrotnie uzasadniano przekazem, który dociera do nas za pośrednictwem Facebooka, Instagrama i innych portali. W ogóle mnie nie zdziwiło, że najczęściej problemy związane z postrzeganiem swojego ciała wykazują osoby, które przeglądają głównie treści poświęcone „zdrowiu i fitnessowi” oraz celebrytom.[1] Komentarze dotyczące naszego sposobu jedzenia, czy to te wypowiadane na głos, czy zostawiane pod zdjęciami, mogą doprowadzić do nasilenia zaburzenia, jego nawrotu lub zapoczątkować jego rozwój, zwłaszcza u młodych osób.
  2.  

  3. Druga sprawa: nie to, że komuś wydaje się, że ma rację, nie znaczy, że ją ma. Dietetyka jest dziedziną, która stale się rozwija i przynosi nowe odkrycia, ale jest również wyjątkowo podatnym gruntem do rozwoju różnych teorii spiskowych (najlepszym przykładem z ostatnich lat jest glutenofobia). Przeczytanie kilku artykułów nie czyni ekspertem z zakresu dietetyki.
  4.  

  5. Każdy zna siebie najlepiej. Być może dziewczyna, która je podwójną porcję obiadu wychodzi z anoreksji. Być może ktoś codziennie trenuje i potrzebuje większej ilości energii. Być może ktoś nie kupuje produktów z półek Bio i Eko, bo go na to po prostu nie stać. Jeśli zaś chodzi o wojnę między mięsożercami i roślinożercami, to trzeba mieć na uwadze, że każdy z nas ma inne poglądy etyczne. Jak najbardziej popieram popularyzację wegetarianizmu i weganizmu, ale jest to wybór, którego każdy powinien dokonać samodzielnie, a nie pod wpływem presji otoczenia.
  6.  

  7. Wszystko jest dla ludzi. To, że widzimy kogoś akurat wtedy, kiedy zjada mrożoną pizzę albo zupkę chińską nie znaczy, że na co dzień się tak odżywia. Tak samo to, że prowadzę Instagrama głównie słodkościowego nie oznacza, że odżywiam się tylko czekoladą.
  8.  

  9. Spójrzmy na siebie. Bardzo możliwe, że ktoś, kto wytyka nam jedzenie „chemii”, po całym tygodniu „czystej diety” sam w weekend wypala paczkę papierosów i wypija 5 piw, zachodząc jeszcze przy okazji na nocnego kebaba, a ktoś, kto zarzuca nam jedzenie zbyt dużych porcji, sam wypija dodatkowe 1000 kalorii dziennie, popijając słodzone soki albo wodę smakową.
  10.  

Zadbajmy więc o swój własny talerz  i zamiast komentować – dawajmy dobry przykład sobą.

[1] Cohen R., Newton-John T., Slater A. The relationship between Facebook and Instagram appearance-focused activities and body image concerns in young women. Body Image, 2017, 23: 183-187

Ortoreksja – nie tylko obsesja na punkcie zdrowego odżywiania

O ortoreksji mówi się coraz częściej. Zwiększa się zarówno świadomość specjalistów, jak i całego społeczeństwa. Jednak zazwyczaj postrzega się ją jedynie jako obsesję na punkcie zdrowego odżywiania, która – w przeciwieństwie do zaburzeń takich jak anoreksja lub bulimia – nie wiąże się z koncentracją na sylwetce. Tymczasem podłoża ortoreksji mogą być bardziej złożone i bardziej powiązane z postrzeganiem własnego ciała, niż mogłoby się wydawać.

Większość badań prowadzonych wśród sportowców koncentruje się na sklasyfikowanych zaburzeniach odżywiania, takich jak bulimia i anoreksja. Ilość publikacji poruszających problem ortoreksji wśród sportowców wciąż jest bardzo niewielka. Badania z roku 2009 przeprowadzone we Włoszech na grupie 600 sportowców w wieku od 16 do 45 lat miały określić m.in. częstotliwość występowania ortoreksji w tej grupie. Stwierdzono ją aż u 28% kobiet i 30% mężczyzn z tej grupy.  Jeszcze większy odsetek – 32% –  odnotowano w badaniach z 2014 roku u tureckich tancerzy baletowych[1]. Z kolei badania przeprowadzone wśród klientów szwedzkich fitness klubów wykazały również zależność między występowaniem ortoreksji, a towarzyszącą jej większą intensywnością ćwiczeń oraz bardziej negatywnym stosunkiem do własnego wyglądu[2]. Mogło by to wskazywać na traktowanie przesadnej dbałości o dietę nie tylko jako środka służącego poprawie zdrowia, ale również sylwetki. Potwierdzają to również badania z 2015. Wykazały one, że kobiety bardziej skupiające się na kwestii swojej sylwetki i interesujące się fitnessem, miały większą tendencję do obsesyjnej dbałości o jakość swojego odżywiania.[3]

Bratman pisze o tym jako o jednej z ukrytych przyczyn leżących często u podłoża ortoreksji, zwłaszcza w przypadku kobiet. Terminem convert conformity (ang. przekształcony konformizm) określa sytuację, w której wybrany reżim dietetyczny pozwala osiągnąć powszechnie przyjęte w społeczeństwie standardy piękna bez przyznawania się do tego zarówno przed sobą, jak i przed innymi, aby uniknąć posądzenia np. o egoizm bądź próżność. Utratę masy ciała po przejściu na mającą służyć zdrowiu dietę – np. wegetariańską lub bardziej restrykcyjną – traktuje się wówczas niejako jako oczekiwany, pozytywny skutek uboczny. Może dochodzić do sytuacji, w której każdej podjętej decyzji, mającej służyć poprawie zdrowia, towarzyszy jednocześnie nie do końca uświadamiana chęć schudnięcia. Dobrym przykładem mogą być np. głodówki. Podczas gdy osoba je stosująca tłumaczy je chęcią oczyszczenia organizmu, w rzeczywistości jako równie ważny ich efekt uważa szybką utratę masy ciała. Takie zachowania pozwala osobom je przejawiającym uniknąć wyrzutów sumienia i czyni jeszcze trudniejszym uświadomienie sobie istniejącego problemu. Również badania z roku 2016 sugerują tendencję do dążenia do perfekcjonizmu jako ukrytą przyczyną ortoreksji, co potwierdzałoby teorię Bratmana.[4]

Obawy takie mogą być uzasadnienie w sposobie postrzeganie zaburzeń odżywiania i towarzyszącym im zachowań przez ogół społeczeństwa. Jedzenie bardzo często uznawane jest za świętość, a zdrowie za jedną z najważniejszych życiowych wartości. Dlatego postawy takie jak głodzenie się są uznawane za przejaw nieposzanowania tych sfer życia i braku odpowiedzialności. Brak wiedzy na temat psychologicznych aspektów odżywiania, zwłaszcza w przypadku zaburzeń, sprzyja powielaniu stereotypów i osądzaniu. Rezultatem jest generalnie negatywne postrzeganie osób z problemami związanymi z jedzeniem. O osobach chorych na zaburzenia odżywiania twierdzi się m.in., że same są sobie winne, nie starają się wyjść z choroby, a nawet, że są niebezpieczne. Wciąż pokutuje mit, że kobiety cierpiące np. na anoreksję i stosujące restrykcyjne diety, są zaślepione obrazami pokazywanymi w mediach i poświęcają swoje zdrowie dla uzyskania wychudzonej sylwetki. Przecenia się społeczne przyczyny występowania zaburzeń, zapominając o innych czynnikach, takich jak np. sytuacja w rodzinie czy cechy charakteru determinujące podatność do wystąpienia choroby.[5] Obserwacja poczyniona przez Steve’a Bratmana, lekarza, który jako pierwszy zdefiniował i opisał ortoreksję, może wskazywać na większe, niż zazwyczaj jest to uznawane, podobieństwo ortoreksji do anoreksji i bulimii, w których jednym z najważniejszych symptomów jest koncentracja na swojej sylwetce.[6]

Innym ukrytym motywem wpływającym na rozwój ortoreksji, opisanym w „Health Food Junkies”, jest chęć wykreowania swojej tożsamości. Jednym ze sposobów może być właśnie oparcie jej na swoim sposobie odżywiania. Podążanie za konkretną dietą daje w takim przypadku możliwość określenia się jako osoby przynależnej do konkretnej grupy. Przynosi poczucie dumy i staje się jedną z najważniejszych informacji, którymi człowiek opisuje sam siebie. Chętnie lub wręcz natarczywie dzieli się nią z innymi, wspominając i podkreślając przy każdej okazji, że jest np. wegetarianinem. Widać w takim zachowaniu pewną analogię do systemów religijnych, w których konkretne zasady dotyczące diety są jednym z elementów więzi spajających członków wspólnot, np. judaizmu lub islamu.

Przeciwstawnym motywem jest z kolei strach przed ludźmi. Specyficzne nawyki żywieniowe mogą pełnić rolę wymówki usprawiedliwiającej ograniczenie swoich kontaktów z innymi ludźmi. Chory może tłumaczyć swoją chęć izolacji np. obawą przed wyśmianiem bądź niemożnością jadania w miejscach publicznych, nieprzystosowanych do jego wymagań.

Na rozwój ortoreksji mogą być też szczególnie narażone osoby, które wcześniej zmagały się z anoreksją, bulimią lub niespecyficznymi zaburzeniami odżywiania. W przypadku tej grupy schorzeń bardzo częstym zjawiskiem jest płynne przechodzenie jednego zaburzenia w drugie. Na przestrzeni lat osoba chora może np. naprzemiennie spełniać kryteria diagnostyczne dla anoreksji lub bulimii. Potwierdziły to wyniki badań prowadzonych przez 7 lat na grupie młodych kobiet chorujących na zaburzenia odżywiania: anoreksję trybu restrykcyjnego, anoreksję trybu przeczyszczającego i bulimię. U ponad 72% pacjentek zdiagnozowanych początkową z anoreksją, zaobserwowano zmianę symptomów świadczącą o przejściu choroby w drugi podtyp lub w bulimię. W przypadku pacjentek z pierwotnie postawioną diagnozę bulimii, u 14% zaszła zmiana do anoreksji, w zdecydowanej większości trybu przeczyszczającego. U badanych występowały też okresy częściowego i całkowitego wyleczenia. Daje to pogląd na złożoność problemu i trudność w opanowaniu schorzenia w taki sposób, aby doprowadzić do jego całkowitego wyleczenia bez przechodzenia w inną jego formę.[7]

Badania z 2014, mające na celu określenie zależności między występowaniem zaburzeń odżywiania i ortoreksji, porównały wyniki uzyskane za pomocą testu ORTO-15 w przypadku grupy osób z postawioną diagnozą anoreksji lub bulimii oraz grupy kontrolnej. Grupa ze stwierdzonymi zaburzeniami odżywiania była zbadana zarówno podczas pierwszej wizyty rozpoczynającej proces leczenia w klinice, jak i po minimum 36 miesiącach od czasu zakończenia leczenia. W grupie osób ze stwierdzonymi zaburzeniami odżywiania, podczas pierwszej wizyty ortoreksję zdiagnozowano u 28% osób. Po 3 latach od zakończenia leczenia, w tej samej grupie odsetek ten zwiększył się do 53% przy jednoczesnym zmniejszeniu nasilenia symptomów pierwotnie rozpoznanych zaburzeń.  Grupa kontrolna została przebadana raz i ortoreksję stwierdzono w niej u 2% osób uczestniczących. Autorzy badań sugerują, że przejście z zachowań anorektycznych bądź bulimicznych na zachowania ortorektyczne, oprócz konotacji związanych z zachowaniem kontroli nad swoim odżywianiem, może być wynikiem terapii poznawczo-behawioralnej, która jest najczęściej stosowaną w przypadku leczenia zaburzeń odżywiania. Zgodnie z jej założeniami, pacjenci uczą się traktować pożywienie jako lekarstwo, co pomaga im pozbyć się lęku przed jedzeniem i powrotem do prawidłowej masy ciała. Rezultatem jest przesadne skupienie pacjentów już nie na destrukcji swojego ciała, lecz przeciwnie – na trosce o nie[8]. Inne badania również wykazały większą tendencję do zachowań ortorektycznych u osób z mniej nasilonymi objawami patologicznych zachowań charakterystycznych dla sklasyfikowanych zaburzeń odżywiania.[9]

Podsumowując, na ortoreksję może mieć wpływ więcej czynników, niż tylko moda na „zdrowe odżywianie”, a zaburzenia tego – mimo braku oficjalnego sklasyfikowania – nie powinno się lekceważyć.

Przypisy

[1] Aksoydan E., Camci N. Prevalence of Orthorexia nervosa among Turkish performance artists. Eat Weight Disord., 2009, 14 : 33-37

[2] Eriksson, L., Baigi, A., Marklund, B., & Lindgren, E.-C. Social physique anxiety and sociocultural attitudes toward appearance impact on orthorexia test in fitness participants. Scandinavian Journal of Medicine & Science in Sports., 2008, 18(3): 389–394

[3] Brytek-Matera A., Donini L., Krupa M., Poggiogalle E., Hay Phillipa. Orthorexia nervosa and self attiitudinal aspects of body image in female and male university students. Journal of Eating Disorders., 2015,  3:2.

[4] Barnes M., Caltabiano M. The interrelationship between orthorexia nervosa, perfectionism, body image and attachment style. Eat Weight Disord. 2016. Dostępne on-line: http://link.springer.com/article/10.1007%2Fs40519-016-0280-x dostęp: 16.02.2017.

[5] Mroczkowska D. Postrzeganie i rozumienie zaburzeń jedzenia – fakty i mity. Forum Medycyny Rodzinnej., 2012,  6: 82-91

[6] Bratman S, Knight D. Health food junkies. Orthorexia nervosa: Overcoming the obsession with
healthful eating. New York: Broadway Books 2000.

[7] Eddy K., Dorrer D., Franko L., Tahilani K., Thompson-Brenner H., Herzog D. Diagnostic Crossover in Anorexia Nervosa and Bulimia Nervosa: Implications for DSM-V. Am J Psychiatry., 2008, 165: 245-250

[8] Segura-Garcia C, Ramacciotti C, Rania M, Aloi M, Caroleo M, Bruni A. The prevalence of orthorexia nervosa among eating disorder patients after treatment. Eat Weight Disord., 2015, 20: 161–166

[9] Brytek-Matera A., Rogoza R., Gramaglia C., Zeppegno P. Predictors of orthorexic behaviours in patients with eating disorders: A preliminary study. BMC Psychiatry., 2015, 15: 252.

Zaburzenia odżywiania a przemiana materii

Kto kiedykolwiek miał do czynienia z zaburzeniami odżywiania na pewno zdaje sobie sprawę z tego, że powrót do prawidłowej masy ciała to dopiero połowa sukcesu. Druga połowa to jej utrzymanie i uwolnienie się od natrętnych myśli. Bywa to etap nawet trudniejszy, niż sam początek powrotu do zdrowia. Dlaczego? Poniżej kilka powodów:
  • dezorientacja – ile jeść, żeby utrzymać masę ciała i „nie tyć w nieskończoność”, co jest bardzo często obawą wśród chorych
  • powracając do prawidłowego BMI chorzy często padają ofiarą powszechnego stereotypu, zgodnie z którym prawidłowa masa ciała=zdrowie fizyczne i psychiczne. Nic bardziej mylnego! Utrata społecznego przyzwolenia na „bycie chorym”, nagła utrata zainteresowania i troski ze strony innych bardzo często są przyczyną powrotu do zaburzonych zachowań
  • Ogromne zróżnicowanie przypadków – chociaż teoretycznie biologia rządzi się znanymi nam w większości prawami, dysponujemy narzędziami pozwalającymi określać indywidualną przemianę materii i wiemy, jaka nadwyżka kaloryczna pozwala zwiększyć masę ciała o 1 kg, w rzeczywistości nie zawsze składa się to w logiczną całość. Jedna osoba będzie miała problem z przybraniem na wadze przy diecie 3500 kcal, a inna będzie przybierać jedząc 1000 kcal (i słyszeć, że na pewno oszukuje, bo od powietrza się przecież nie tyje). Ponieważ sama przez długi czas miałam problem właśnie z nabieraniem kilogramów mimo bardzo ubogiej diety, postanowiłam poszukać rzetelnych, popartych dowodami odpowiedzi na pytania:
1) Jak zmienia się metabolizm u osób z zaburzeniami odżywiania, zwłaszcza w fazie powrotu do prawidłowej masy ciała
2) Czy jest możliwy powrót do poziomu przemiany materii sprzed choroby?
O tym, że podczas głodzenia czy też jakiegokolwiek innego zaburzonego sposobu odżywiania metabolizm zwalnia – wie chyba każdy. Słusznie osobom próbującym schudnąć odradza się głodówkę. Podczas głodówki tracimy nie tylko tłuszcz, ale i tkankę mięśniową, a im mniej beztłuszczowej masy ciała, tym mniejszy wydatek energetyczny. Ponadto organizm zaczyna rozumieć, że trzeba przestawić się w tryb oszczędny i zaczyna ograniczać poziom podstawowej przemiany materii, czyli tej, która jest zużywana na pracę narządów wewnętrznych, utrzymanie ciepłoty ciała itd. To właśnie dlatego podczas nadmiernego odchudzania żyje się w świecie wiecznego chłodu, ma ochotę spać 24h/dobę, trudniej jest się skoncentrować.
PPM zaczyna wzrastać, kiedy tylko osoba chora zostaje poddana leczeniu. W badaniu przeprowadzonym w 2004 roku na 87 osobach chorych na anoreksję, podczas 75 dni leczenia, PPM wzrosło o ok. 43% [1]. Po części wzrost ten można wyjaśnić wzrostem beztłuszczowej masy ciała (FFM). Jednak PPM skoczyło w górę najbardziej w ciągu pierwszych dni odżywiania, kiedy nie było jeszcze praktycznie żadnego przyboru FFM. Autorzy wysuwają wniosek, że jest to związane z regeneracją narządów i podają przykład: 100 g aktywnej tkanki wątroby pochłania 20 razy więcej tlenu, niż 100 g tkanki mięśniowej. Zatem przemiana materii teoretycznie regeneruje się bardzo szybko.
Jak to wygląda w praktyce? Teoretycznie podczas powrotu do prawidłowej masy ciała trzeba zacząć od spożywania 30kcal/kg masy ciała, stopniowo zwiększając spożycie do nawet 70-100 kcal/kg masy ciała [2]. Nie dziwię się, że może to budzić pewien lęk, co to będzie, jak już osiągniemy prawidłowe BMI lub masę ciała, przy której czujemy się dobrze? Co robić, żeby je utrzymać? Czy mamy z tych 4000-5000 kcal zejść nagle na 2500, a może na jeszcze mniej? Popatrzmy na wykres, który obrazuje zależność masy ciała od ilości spożywanych kcal u osób chorych na AN:

 

Niebieska linia to ilość kcal/kg masy ciała, a czerwona to masa ciała wyrażona w % pożądanej, średniej masy ciała. Na początku, wraz ze wzrostem spożywanych kcal widać stabilny wzrost masy ciała. Za to po ok. 4 miesiącach, mimo, że podaż energii spada, masa ciała dalej rośnie. Przecięcie tych linii to prawdopodobnie ten najbardziej frustrujący moment, kiedy wydaje się, że będziemy tyć w nieskończoność. Za to już miesiąc później masa ciała stabilizuje się. Wykres nie obejmuje niestety dłuższego okresu czasu, ale autorzy badań twierdzą, że w ciągu maksymalnie 6 miesięcy poziom metabolizmu wraca do normy i aby utrzymać wówczas prawidłową masę ciała, potrzebujemy ok. 30 kcal/kg masy ciała.

 

Co ciekawe – w tych samych badaniach udowodniono, że chorzy na anoreksję trybu przeczyszczającego wykazują szybszy przyrost masy ciała przy mniejszej podaży energii (choć badania ta nie uwzględniały chorych na bulimię, bardzo możliwe, że ich sytuacja będzie podobna do tej u osób z AN trybu przeczyszczającego). Obrazuje to poniższy wykres.

 

Potwierdza to tylko fakt, że nie powinno się wszystkich przypadków osób zmagających się z anoreksją traktować jednakowo.
W trakcie rekonwalescencji wiele chorych próbuje – świadomie lub mniej świadomie – wyrównać dodatkowo spożywane kcal za pomocą ćwiczeń. Rozmawiałam z wieloma dziewczynami, które włączały coraz więcej aktywności fizycznej, a mimo to ich masa ciała dalej szybowała w górę. Prowadziło to również do powrotu niezdrowych nawyków, np. przeplatania głodówek z objadaniem się albo do prowokowania wymiotów. Nie wspominam nawet o fatalnych skutkach dla psychiki. Teoretycznie jak się ćwiczy – to się spala. W praktyce wiemy, że organizm adaptuje się do wysiłku. U osób z ED jest podobnie.
W pewnym badaniu [3] wyróżniono 3 grupy osób: osoby chore na AN i wykazujące bardzo dużą aktywność fizyczną (ok. 2 godzin dziennie), osoby chore na AN wykazujące niedużą aktywność fizyczną (ok. 30 min dziennie) i osoby zdrowe również wykazujące niedużą aktywność (30 min). Badano Podstawową Przemianę Materii (ilość energii niezbędnej do prawidłowego funkcjonowania organizmu w optymalnych warunkach – prościej mówiąc – ilość energii wykorzystywanej przez organizm podczas całodziennego leżenia bez aktywności) i Całkowitą Przemianę Materii (PPM skorygowane z uwzględnieniem naszej dziennej aktywności fizycznej). Wyniki zaskakują: osoby z AN ćwiczące 2 godziny dziennie, spalały w ciągu dnia mniej kcal, niż osoby zdrowe ćwiczące 30 min. Z kolei osoby z AN ćwiczące 30 min, spalały prawie o połowę mniej kcal niż pozostali. Żeby to streścić w prostych słowach: wysiłek u osób chorych na anoreksję powoduje dużo mniejsze zużycie energii, niż u osób zdrowych.
 
Badanie nie pokazują niestety, jak to się ma u osób wychodzących z zaburzeń odżywiania lub cierpiących na inne jego formy, ale myślę, że tutaj również potrzeba minimum kilku miesięcy, żeby sytuacja się ustabilizowała.
Jak widać, każdy przypadek jest inny. Sama uważam, że ten newralgiczny okres, kiedy masa ciała jest już prawidłowa, ale dalej rośnie, jest najtrudniejszym w całym procesie powrotu do zdrowia. Na nic zdają się tu proste rachunki, bilanse kaloryczne i inne znane formułki. Co można zrobić, żeby unormować swoją przemianę materii i nie panikować z powodu ciągłego przyrostu masy ciała?
Mi (i nie tylko mi) pomogło:
  • regularne jedzenie w odstępach 2-3 godzinnych
  • urozmaicanie jadłospisu. Kiedyś moja dieta była bardzo ograniczona, niedoborowa i jestem pewna, że to też mi nie służyło.
  • nie kontrolowanie swojej masy ciała zbyt często, a już na pewno nie częściej niż raz w tygoniu
  •  próbowanie nowych rodzajów aktywności fizycznej
  •  jedzenie „na wyczucie”. Kto długo chorował na ED, ten wie, że uczucie głodu często zanika, przez co w początkowym okresie rekonwalescencji konieczne jest liczenie kalorii.

To, jak ważne jest rozumienie potrzeb własnego organizmu potwierdza też przeprowadzony już dość dawno Minnesota Starvation Experiment. Mężczyznom, którzy dobrowolnie poddali się głodzeniu, a następnie odżywianiu, udało się ustabilizować swoją masę ciała dopiero wtedy, kiedy zaczęli jeść zgodnie z odczuwanymi potrzebami. Wcześniej albo zjadali wszystko, co było im dostępne, albo próbowali spowolnić przyrost nadprogramowej masy np. poprzez omijanie posiłków. Według przytaczanych we wcześniejszych częściach wpisu badań, optymalna podaż energii, która pozwala na utrzymanie masy ciała, to ok. 30 kcal/kg masy ciała/dobę.

Mam nadzieję, że (jeśli dotrwaliście do końca!) z tego wpisu zapamiętacie najważniejsze: proces wychodzenia z zaburzeń odżywania to nie jest jedynie zwykłe przybieranie masy ciała. To czas, w którym ponownie w naszym ciele wywracamy wszystko do góry nogami: pewne procesy wracają do normy bardzo szybko, inne wolniej. Dodatkowe kilogramy nabyte w tym czasie są całkowicie normalne i w 99% nie oznaczają, że jecie za dużo, czy że ruszacie się za mało. Dajcie sobie czas i nie przejmujcie się słowami ludzi, którzy „zawsze wiedzą lepiej”.
Literatura:
[1] Van Wymelbeke V, Brondel L, Marcel Brun J, Rigaud D. Factors associated with
the increase in resting energy expenditure during refeeding in malnourished
anorexia nervosa patients. Am J Clin Nutr, 2004, nr 80(6), s.1469-77.
[2] Marzola E, Nasser J, Hashim S, Shih P, Kaye W. Nutritional rehabilitation in anorexia nervosa: review of the literature and implications for treatment, BMC Psychiatry, nr 13(1).
[3] http://jeatdisord.biomedcentral.com/articles/10.1186/2050-2974-1-37