Food shaming. Nie zaglądaj w talerz bliźniemu swemu!

– „Jak ty możesz to jeść?”

– „Wiesz, ile to ma kalorii?”

– „Samą chemię jesz, fuj!”

– „Nie za późno na słodycze?”

– „Serio masz zamiar to wszystko zjeść?”

– „Weganizm jest pedalski.”

-„Dietetyk, a jesz takie rzeczy?”

Chyba każdy z nas choć raz w życiu spotkał się z podobną wypowiedzią. Ocenianie ludzi na podstawie ich wyborów żywieniowych doczekało się nawet własnej nazwy: food shaming (w analogii do bardziej rozpowszechnionego fat shaming, czyli krytykowania osób z nadwagą). Powiedzmy sobie jasno: jest to nie tylko nieuprzejme, zbędne ale i szkodliwe, nawet jeśli osoba oceniająca ma – swoim zdaniem – dobre intencje.

Można powiedzieć, że dietetycy właśnie tym się zajmują: krytyczną oceną cudzej diety. Pierwsza różnica jest taka, że zgłaszający się do specjalisty pacjent tego właśnie oczekuje. Druga – wszelkie uwagi i zastrzeżenia przekazujemy w formie, która nie ma na celu urażenia i ośmieszenia. To samo tyczy się profilaktyki chorób dieto zależnych. Dlaczego nie powinniśmy zaglądać innym w talerz i komentować?

  1. Żyjemy w czasach, kiedy nieustannej ocenie jesteśmy poddawani nie tylko w realnym życiu, ale również w internecie, a zwłaszcza w social mediach. Coraz więcej osób cierpi z powodu różnych form zaburzeń odżywiania, co wielokrotnie uzasadniano przekazem, który dociera do nas za pośrednictwem Facebooka, Instagrama i innych portali. W ogóle mnie nie zdziwiło, że najczęściej problemy związane z postrzeganiem swojego ciała wykazują osoby, które przeglądają głównie treści poświęcone „zdrowiu i fitnessowi” oraz celebrytom.[1] Komentarze dotyczące naszego sposobu jedzenia, czy to te wypowiadane na głos, czy zostawiane pod zdjęciami, mogą doprowadzić do nasilenia zaburzenia, jego nawrotu lub zapoczątkować jego rozwój, zwłaszcza u młodych osób.
  2.  

  3. Druga sprawa: nie to, że komuś wydaje się, że ma rację, nie znaczy, że ją ma. Dietetyka jest dziedziną, która stale się rozwija i przynosi nowe odkrycia, ale jest również wyjątkowo podatnym gruntem do rozwoju różnych teorii spiskowych (najlepszym przykładem z ostatnich lat jest glutenofobia). Przeczytanie kilku artykułów nie czyni ekspertem z zakresu dietetyki.
  4.  

  5. Każdy zna siebie najlepiej. Być może dziewczyna, która je podwójną porcję obiadu wychodzi z anoreksji. Być może ktoś codziennie trenuje i potrzebuje większej ilości energii. Być może ktoś nie kupuje produktów z półek Bio i Eko, bo go na to po prostu nie stać. Jeśli zaś chodzi o wojnę między mięsożercami i roślinożercami, to trzeba mieć na uwadze, że każdy z nas ma inne poglądy etyczne. Jak najbardziej popieram popularyzację wegetarianizmu i weganizmu, ale jest to wybór, którego każdy powinien dokonać samodzielnie, a nie pod wpływem presji otoczenia.
  6.  

  7. Wszystko jest dla ludzi. To, że widzimy kogoś akurat wtedy, kiedy zjada mrożoną pizzę albo zupkę chińską nie znaczy, że na co dzień się tak odżywia. Tak samo to, że prowadzę Instagrama głównie słodkościowego nie oznacza, że odżywiam się tylko czekoladą.
  8.  

  9. Spójrzmy na siebie. Bardzo możliwe, że ktoś, kto wytyka nam jedzenie „chemii”, po całym tygodniu „czystej diety” sam w weekend wypala paczkę papierosów i wypija 5 piw, zachodząc jeszcze przy okazji na nocnego kebaba, a ktoś, kto zarzuca nam jedzenie zbyt dużych porcji, sam wypija dodatkowe 1000 kalorii dziennie, popijając słodzone soki albo wodę smakową.
  10.  

Zadbajmy więc o swój własny talerz  i zamiast komentować – dawajmy dobry przykład sobą.

[1] Cohen R., Newton-John T., Slater A. The relationship between Facebook and Instagram appearance-focused activities and body image concerns in young women. Body Image, 2017, 23: 183-187