Zaburzenia odżywiania a studia

Często słyszy się, że na psychologię idą ci, którzy sami mają problemy i liczą na pomoc samemu sobie.  O to ile jest w tym prawdy, trzeba by spytać samych psychologów lub osoby wykładające na tym kierunku, jednak coraz częściej słyszę i czytam, że podobnie dzieje się też na kierunku dietetycznym. Jak to zatem jest? Czy wybór dietetyki w przypadku osób zmagających się z zaburzeniami odżywiania jest rozsądny? Czy decyzja taka może pogłębić chorobę czy wręcz przeciwnie – pomóc z niej wyjść? Postaram się pokrótce przekazać moje przemyślenia związane z tym tematem.

Obawy, które często towarzyszą osobom z ED chcącym podjąć studia na tym kierunku to zazwyczaj:

  • Konieczność poświęcania dużej uwagi zagadnieniom związanym z jedzeniem
  • Możliwa styczność z osobami przykładającymi nadmierną wagę do swojej figury i masy ciała
  • Praca z jadłospisami, studiowanie tabel wartości odżywczej
  • Presja społeczna – „dietetyk powinien jeść zdrowo i tak też wyglądać”
  • Perspektywa pracy z osobami chorymi na ten sam typ zaburzeń

Idąc na dietetykę na Uniwersytecie Medycznym również miałam podobne wątpliwości, zwłaszcza że okolice matury zbiegły się u mnie z najcięższym okresem anoreksji. Co się okazało?

Wbrew pozorom na dietetyce wcale nie rozmawia się tyle o samym jedzeniu, ile mogłoby się wydawać. Zwłaszcza pierwszy rok to intensywna nauka anatomii, biochemii, fizjologii i różnych przedmiotów raczej mało związanych z żywieniem. Nikt nie wymaga też od studentów wkuwania tabel z wartością energetyczną produktów. O samych zaburzeniach odżywiania mowa była tylko na kilku wykładach. Właściwie jedynym przedmiotem, który okazał się być dla mnie wyzwaniem była antropometria, podczas której trzeba było wykonywać mnóstwo pomiarów ciała, a ja – po okresie nie ważenia się przez prawie 2 lata – byłam na to jeszcze nieprzygotowana.

 W mojej grupie (zaczynało nas ok. 30 osób) nie było też osób obsesyjnie podchodzących do tematu żywienia. Było kilka dziewczyn zajmujących się sportem, kilka dziewczyn z lekką nadwagą, a jeśli chodzi o osoby mające ewidentny problem z zaburzeniami odżywiania to była nas dwójka. Część osób faktycznie każdego dnia przynosiła pudełka z sałatkami lub innymi „fit” daniami, ale były i takie, które podjadały sobie słodycze. Generalnie atmosfera bez presji jeśli chodzi o temat odżywiania. Początkowo trudność sprawiało obserwowanie pogarszającego się stanu zdrowia koleżanki z roku, ale wraz z poprawą mojego własnego stanu była to coraz mniejsza pożywka dla mojej anoreksji.

Pokusiłabym się o stwierdzenie, że same studiowanie dietetyki nie powinno mieć znaczącego wpływu jeśli chodzi o dalszy rozwój zaburzeń odżywiania. No chyba, że ktoś wybiera ten kierunek z celowym zamiarem utrzymania swoich myśli wokół tematyki kalorii i jedzenia. Nauka o funkcjonowaniu człowieka i racjonalnym żywieniu czy też dietoterapii różych jednostek chorobowych w żaden sposób nie była dla mnie przeszkodą jeśli chodzi o podjęcie pierwszych poważnych kroków w kierunku zdrowia. Należy jednak pamiętać, że studia to jedno, a ewentualna praca w zawodzie – drugie. Jeśli zmagamy się z zaburzeniami odżywiania i zamierzamy podjąć pracę dietetyka, trzeba zadać sobie następujące pytania:

  • Jak zareaguję na spotkania np. z osobami skrajnie wychudzonymi (niekoniecznie w wyniku zaburzeń odżywiania)? Czy będę się czuć komfortowo obcując i rozmawiając z nimi o ich chorobie? Czy mój stan jest na tyle stabilny, że nie będzie to dla mnie impuls prowadzący do wznowy zaburzeń?
  • Czy moje postrzeganie ciała oraz kwestii związanych z żywieniem wróciło do normy? Czy nie zaszkodzę nikomu, jeśli tak nie jest?
  • Czy wiem, jak pomóc innym zmagającym się z zaburzeniami odżywiania?
  • Czy będę w stanie bez wstydu podzielić się swoimi doświadczeniami, jeśli miałoby to pomóc pacjentowi?
  • Czy dam radę w sytuacjach trudnych: kiedy pacjent płacze, buntuje się, krzyczy, nie chce rozmawiać, kłóci z rodzicem (a zdarzają się takie przypadki)?

Oczywiście nie każdy dietetyk musi zajmować się osobami z zaburzeniami odżywiania, jednak chyba najczęściej zdarza się, że osoby, które przez to przeszły, chcą pomóc wyjść z tego innym. Jest to postawa szlachetna, jednak nie można zapominać o tym, że są to choroby podstępne i wykorzystujące każdy moment słabości, w którym mogą zaatakować ponownie. Dlatego jeśli odpowiecie „Tak” na chociaż jedno z wymienionych pytań, powinniście zastanowić się, czy to aby na pewno jest dobry moment na podjęcie pracy w tym zawodzie i ze zdwojoną siłą pędzić ku wolności i zdrowiu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *